Poznaj skanię

„Nie ma WiFi. Jest połączenie z samym sobą”. Leśna kąpiel w Skanii

W lesie nie ma WiFi, ale Felicja Eckersten zapewnia dużo lepsze połączenie. Połączenie z samym sobą. Powinniśmy podziękować za to pierwotnej puszczy w środkowej Skanii i przepływającej przez nią meandrującej rzece. Opisujemy, jak w pełni zrelaksowanym wyjść z leśnych ostępów po kąpieli organizowanej przez Felicję. 

Obserwuj

Tekst: Nicolline van der Spek | Zdjęcia: Frits Meyst | Wideo: Josiah Holwick | WideOyster

Chwila zadumy nad Rönne å - rzeką, której meandry przypominają literę „S” w słowie „Skania”. Zdjęcie: Frits Meyst / WideOyster.com

 - Ratujmy planetę! - to reakcja zszokowanej Felicji na widok pływającej w jej rzece reklamówki. Podpływa do brzegu. Kaczki są zdenerwowane: co ta kobieta w kapeluszu robi w naszej rzece? - Przepraszam. Wsuwa wiosło pod reklamówkę i zabiera ją do kajaka. Następnie kontynuuje spływ, jak gdyby była nową Gretą Thunberg. Nie jest sama. Felicja stoi na czele grupy kobiet w kajakach, które zapisały się na dwudniową sesję mindfulness w lesie. Jestem jedną z nich. Jedynymi mężczyznami uczestniczącymi w tej przygodzie są filmowiec Josiah i fotograf Frits. Leśna kąpiel jest wydarzeniem przeznaczonym głównie dla pań, a jego organizatorką jest kobieta pierwotna - Felicja.

Felicja organizuje dwudniowe sesje mindfulness dla kobiet, w czasie których spędzają wspólnie czas w lesie i wiosłują  w kajakach. Zdjęcie: Frits Meyst / WideOyster.com

Cześć, jestem Felicja

Felicja jest kwintesencją Szwecji. Jest wysoką, ładną blondynką i kocha przyrodę. Dziewczyna friluftsliv, która z przyjemnością zabiera wszystkich do swojego lasu, aby mogli doświadczyć życia takim, jakim powinno być, czyli stojąc obiema stopami ma ziemi, głęboko oddychając i tak jak dziecko przyglądając się światu z zachwytem.

 32-letnia Felicja urodziła się na farmie. Wkrótce po przyjściu na świat dostała swojego pierwszego konia - Ramzesa. Na 20. urodziny dostała pierwszego psa: Billabonga. Ten przez cały dzień radośnie biega po naszym obozie. Felicja nigdy nie była uzależniona od wpatrywania się w ekran. Będąc dzieckiem, wolała ze starszym bratem budować szałasy niż grać w gry wideo. Później została nauczycielką kitesurfingu i instruktorką mindfulness, jednak z wykształcenia jest architektem krajobrazu. Kiedy pytam ją o życiowe motto, odpowiada: moim celem jest zbudowanie życia, od którego nie będę potrzebowała wakacji.

Felicja prowadzi warsztaty friluftsliv, pokazuje jak odnaleźć równowagę duszy i ciała poprzez  terapię przyrodą. Zdjęcie: Frits Meyst / WideOyster.com

Friluftsliv

Poznałam też jej rodziców, Pera i Susanne, którzy są dwiema pięknymi osobami, codziennie pomagającymi córce przygotować obiad i kolację. Zrobią dla niej wszystko. W momencie, w którym wciągamy kajaki na brzeg, zaczyna mocno padać. Per i Susanne już czekają na nas z parasolami. Sytuacja ta przypomniała mi pewne szwedzkie powiedzenie: „Det finns inget dåligt väder, bara dåliga kläder”, co znaczy „Nie ma złej pogody, są tylko złe ubrania”. Używa się go zawsze, gdy dzieci w szkole nie chcą wyjść na dwór, bo pada deszcz. Pokazuje ono też, jak wielkimi miłośnikami przyrody są Szwedzi.

Właśnie na tym polega friluftsliv. To życie na dworze. „Friluftsliv dla moich myśli”. Pisząc to zdanie, Henrik Ibsen ukuł to typowo skandynawskie słowo. Jednak według specjalisty od krajobrazu fiordów, Willema van der Bilta, wymyślił je badacz polarny, dyplomata i bohater ludowy Fridtjof Nansen. Van der Bilt mówi: „Zdaniem Nansena friluftsliv polega na odnalezieniu równowagi między ciałem i umysłem w przyrodzie. Środkiem jest sport uprawiany na dworze, a celem refleksja. Zasadniczo trochę w tym filozofii new age”. Ja już ją czuję. Kiedy siadamy do obiadu, zaczyna padać. To prawda, że w Szwecji nie ma czegoś takiego jak zła pogoda. Szczególnie gdy twoimi rodzicami są Per i Susanne, którzy rozdają dziesięć parasoli po tym, jak spadają pierwsze krople.

Leśna kąpiel

Dwudniowa sesja mindfulness obejmuje pływanie kajakiem, spacery i jogę. Całość można nazwać „leśną kąpielą”. Początkowo myślałam, że kąpiel ta to jacuzzi w lesie pełnym mchu. Okazało się, że jest czymś zupełnie innym, czymś japońskim.- Masz zamiar zacząć przytulać się do drzew? - pyta znajomy po tym, jak przeczytałam mu hasło w Wikipedii. „Shinrin-yoku jest pochodzącym z Japonii rodzajem terapii przyrodą. Wyrażenie to oznacza „leśną kąpiel”, która wpisuje się w filozofię mindfulness: koncepcja ta polega na zanurzeniu się w atmosferze lasu i doświadczaniu otaczającej nas przyrody wszystkimi zmysłami. Metoda ta zaczęła być modna w latach 80., a w 2016 roku zainteresowały się nią różne czasopisma lifestyleowe”.

Ustawione w kręgu uczestniczki spotkania uważnie obserwują i słuchają słów Felicji. Zdjęcie: Frits Meyst / WideOyster.com

Mindfulness

Cichy, nieśmiały, kobiecy głos: - Witajcie, zrobimy pewne ćwiczenie -Felicja mówi wszystkim, żeby poszli za nią do lasu. Tworzymy krąg i uważnie słuchamy tego, co ma do powiedzenia. Między kciukiem a palcem wskazującym trzyma rodzynkę. Zazwyczaj rodzynki zjadam w ułamku sekundy, ale dziś ma być inaczej. Felicja prosi nas, żebyśmy spojrzeli na rodzynkę tak, jakbyśmy jej nigdy nie widzieli.- Zamknijcie proszę oczy i poczujcie jej zapach. Ściśnijcie ją między palcami i zobaczcie, jak wygląda. Potrzymajcie ją w słońcu i odkryjcie kolory tego niesamowitego cudu natury. Połóżcie ją na języku, ale jej nie połykajcie. Co czujecie? W domu uznałabym, że to trochę zbyt wiele, ale Felicja zrobiła na mnie wrażenie. Zdałam sobie sprawę z tego, jak szybko normalnie jem. Jak jaszczurka, która błyskawicznie pochłania wszystko, co się porusza.

Po powrocie do kajaka dużo więcej uwagi poświęcam otoczeniu: falującym pałkom wodnym, eleganckiej linii trawy morskiej tańczącej pod kajakiem i nartnikowi, który przemieszcza się po powierzchni wody, nie mocząc stóp. Moje zmysły niesamowicie się wyostrzyły. Po szkoleniu mindfulness ważki wydają się bardziej niebieskie, widzę więcej motyli a w oddali dostrzegam krowę stojącą przy wodzie.

Podczas spływu rzeką Rönne å co jakiś  czas napotykamy niewielkie bystrza. Zdjęcie: Frits Meyst / WideOyster.com

W dół rzeki

Tego ranka wsiedliśmy do kajaków w wypożyczalni w Stockamöllam. Miejsce to mnie intryguje, gdyż mieści się w starej fabryce mebli. Produkowano w niej leżaki dla linii żeglugowej Swedish American Line, informuje nas tata Felicji, który wkłada do samochodu walizki, aby zabrać je do naszego obozu. Płyniemy wzdłuż Rönne å - rzeki, której meandry przypominają literę „S” w słowie „Skania”. Od czasu do czasu za sprawą niewielkich bystrzy słychać kobiece okrzyki, ale przez 12 godzin dominuje dźwięk wioseł. Metronom na wodzie.

Brak internetu

Po wyprawie kajakiem, podczas której czasami musimy mijać wystające z wody skały („Wszyscy trzymamy się prawej!”), czeka nas ośmiokilometrowy marsz po szlaku Skåneleden. Idąc, nadal dostrzegam korzyści wynikające ze szkolenia mindfulness. Wszystko jest bardziej intensywne niż podczas spacerów po moim lokalnym lesie. Pokryte mchem skały są prawie fluorescencyjne. Gałąź pod moją stopą nie łamie się, ale trzaska jak drewno sandałowe w ognisku. Czuję zapach lawendy; słyszę wiatr w koronach drzew. Z zamkniętymi oczami, całą dłonią głaszczę korę drzewa: czuję aksamit. Patrzę na promienie słońca przenikające przez liście; piksele światła. Robię telefonem zdjęcie i nie zauważam, że nie mam dostępu do Internetu. Brak pasków pokazujących ilość danych, zerowy kontakt ze światem poza lasem. Brak informacji, brak powiadomień, brak Facebooka. Jest tylko zieleń. Wydaje mi się, że zaczynam rozumieć.

Nazbierane w lesie kurki doskonale nadają się na obiadową przystawkę. Zdjęcie: Frits Meyst / WideOyster.com

Zupa pokrzywowa

Na trasie Felicja wyznacza nam ostatnie zadanie. Musimy udać się do lasu na poszukiwanie naszej dzisiejszej przystawki: kurek. Rośnie tu mnóstwo tych grzybów o charakterystycznym lejkowatym kształcie. Są żółte i wyglądają jak leśne złoto. Mama Felicji już nazbierała pokrzyw na zupę. Jeżeli wszystko poszło dobrze, już się gotuje. Kurki są w smaku lekko pikantne, pieprzowe, a ich zapach przypomina morelę. Dziś wieczorem będziemy gotować na dworze. Szwedzi uwielbiają to robić. Widzimy przed sobą dym, a tam, gdzie jest dym, jest też jedzenie. 

Per i Susanne witają nas talerzem zupy pokrzywowej i uściskiem, który jest także bardzo typowy dla Szwecji. Billabong siada na kolanach Felicji. 

- Jak ci się podobało? - pyta. 

- Było przepięknie - odpowiadam i siadam przy ognisku. 

Chwilę później owijam wokół długiego patyka ciasto. Przez moment trzymam je w ogniu. Nagle pojawia się kilka nowych patyków przypominających dziesięć parasoli, które pojawiły się podczas obiadu. Od tego czasu nie padało. Szwedzi mają rację: nie ma czegoś takiego jak zła pogoda.  

W tej scenerii pełnej tańczących w powietrzu iskier rozlega się pragmatyczny głos Felicji.- Jako że jeszcze jest widno, dobrze byłoby rozbić namioty. Później czeka na nas w domu swoich rodziców. W ogródku będziemy zbierać pomidory, marchewkę, pietruszkę, karczochy i czarne porzeczki. 

Detoks od zabieganego życia podczas spływu kajakiem. Zdjęcie: Frits Meyst / WideOyster.com

Sen pod gwiazdami

- Czy też słyszałyście w nocy miauczącego kota?

To pierwsza rzecz, o którą pytam po otwarciu namiotu. Nie narzekam; spałam jak suseł. Mech pełnił rolę miękkiego materaca. 

Jedna z kobiet mówi, że w nocy słyszała ryczącego jelenia. 

Ja z pewnością słyszałam kota. Okazuje się, że była to uszatka. Felicja wie, gdzie dokładnie znajduje się jej gniazdo - na lewo od czwartego rzędu drzew, W środku są trzy pisklaki. 

Nigdy wcześniej nie słyszałam o uszatce. To jednak nic nie znaczy, bo nie słyszałam też o leśnej kąpieli. Tymczasem czas na jogę. Rozkładamy maty i wyciągamy ręce w stronę koron drzew. Jest wciąż wcześnie, ale powoli słońce świeci coraz mocniej. 

 

Kajaki w Skanii

 

Jak brzmiało to powiedzenie? Potrzebujesz jedynie kajaka, kilku przyjaciół, jedzenia przygotowanego właśnie na grillu i paru piosenek do śpiewania przy alkoholu. 

 

Trzysta osiemdziesiąt kilometrów wybrzeża, ponad sto jezior i dwie meandrujące rzeki: Helge å i Rönne å. W Skanii woda jest zawsze blisko. Dzięki temu południe Szwecji jest wymarzonym miejscem dla kajakarzy. Kajaki wypożycza wiele organizacji. Często zajmują się one także transportem bagażu. Można od nich wypożyczyć wodoszczelne worki a w niektórych przypadkach nawet sprzęt kempingowy: namiot, grilla i naczynia do gotowania

Nasze ulubione miejsce na spływ kajakowy w Skanii

  • Rönne å

Ta kręta rzeka przypomina literę „S” w słowie „Skania”, gdyż niesamowicie się wije. Nie martwcie się, bystrza nie są groźne. Rzeka ta jest wyjątkowo spokojna. 

  Outcraft, firma wypożyczajaca kajaki

  • Immeln

Immeln jest trzecim pod względem wielkości jeziorem w Skanii. Po godzinie wiosłowania przybijamy do jednej z 200 wysepek, na której będziemy nocą gotować pod rozgwieżdżonym niebem, co będzie niezapomnianym wspomnieniem. Wiosłuj, spędzaj czas ze znajomymi, relaksuj się.

  • Kullaberg 

Podejdź do krawędzi Rezerwatu Przyrody Kullaberg, która jest stromą skałą pełną kwarcu i kryształów, aby zobaczyć duńskie wybrzeże. Poniżej jest ponad 20 jaskiń, które najlepiej zwiedzać je od strony wody. Po drodze masz dużą szansę, aby zobaczyć morświna.  

kullabergsguiderna.se
kullakajak.se

www.visitskane.com