Poznaj skanię

Skania pełna skarbów. Podróż samochodem przez południową Szwecję

Jadąc na daleką północ Europy, ludzie często zapominają o południu. Odwiedź Skanię - tętniącą życiem, najbardziej wysuniętą na południe prowincję Szwecji - i wybierz się na wycieczkę samochodem, aby zobaczyć jej ukryte skarby. Nie zapomnij o „fika” - przerwie na kawę!

Obserwuj

Malownicze Ystad w Skanii. Zdjęcie: Frits Meyst / WideOyster.com

Nasza wycieczka samochodem przez Szwecję rozpoczyna się w Danii. Może zabrzmi to dziwnie, ale przelot do Kopenhagi jest najwygodniejszym sposobem dotarcia do Skanii, czyli najbardziej wysuniętej na południe prowincji Szwecji.

Po 25-minutowej podróży przez 16-kilometrowy most Øresund docieramy do Malmö. Szybko zostawiamy za sobą miasto i jedziemy przez pagórkowaty teren. Mijamy pola pszenicy, lawendy i słoneczników. Od czasu do czasu w oddali pojawiają się białe kościoły. Na niebie widać czarny latawiec, a nad wodą kilka żurawi. Kwitną drzewa.  To jarzębiny. Szwedzi mówią, że im bardziej sroga zima, tym większe jarzębiny, ale nadal wciąż do niej pozostało dużo czasu. Ten dzień u schyłku lata jest przepiękny, a niebo bezchmurne. Rozmowy z moimi przyjaciół zapadają mi w pamięć: - Jedziesz na południe? To nie jest prawdziwa Szwecja. Słucham?

Skania jest pierwszym etapem mojej przygody ze Szwecją. Nigdy wcześniej nie byłam w krainie zórz polarnych. Wiem, że na samym południu tego kraju nigdy nie zobaczę renifera przechodzącego przez drogę. Na podstawie liczby znaków ostrzegawczych mogę przypuszczać, że zobaczę jakiegoś dzika, ale w tym momencie droga do Ystad  jest bardzo spokojna.

Ystad,  wysoka wieża kościoła Sankta Maria Kyrka, słynna z hejnału nocnego trębacza. Zdjęcie: Frits Meyst / WideOyster.com

Skandynawski Noir

Nic nie muszę mówić jego miłośnikom: Ystad jest miejscem  „Wallandera” - serialu telewizyjnego na podstawie powieści Henninga Mankella o detektywie Kurcie Wallanderze, który mieszka w tym portowym mieście. Dzięki działającemu tu studiu filmowemu, Ystad może nazywać się skandynawskim Hollywood. Miłośnicy skandynawskiego Noir mogą wybrać się na wycieczkę śladami znanego detektywa. Wypić kawę w Fridolfs Konditori, która była ulubioną cukiernią szwedzkiego Sherlocka Holmesa, albo, tak jak my, zarezerwować pokój hotelowy w budynku starego dworca, który w serialu grał rolę posterunku policji.

Strażnik – trębacz na wieży

Wesołe, żółte domy sprawiają, że Ystad raczej nie kojarzy się z morderstwami i zabójstwami. Mimo to niepokój budzi w nas trębacz na wysokiej wieży kościoła Sankta Maria Kyrka . W dawnych czasach w Szwecji strażnicy tacy informowali mieszkańców o zbliżającym się niebezpieczeństwie, np. pożarze. W razie pożaru miał wszcząć alarm, krótkimi sygnałami zaś informował, że wszystko jest w porządku. Dziś są w większości przypadków zbędni. Jednak Ystad jest jedynym szwedzkimi miastem, w którym ta tradycja jest podtrzymywana.  Strażnikiem jest tu 72-letni ochotnik, Roland Borg, który codziennie wspina się na 51-metrową wieżę kościoła. Hejnał na cztery strony świata jest grany co kwadrans, począwszy od 21:15 aż do 1:00 w nocy. Jeśli go słychać, wszystko jest w porządku. Niektórzy turyści myślą, że to robot, maszyna. Ale to nie prawda. Trębacz faktycznie znajduje się tam każdego wieczoru. Z wyjątkiem dzisiejszego. Rolanda nigdzie nie widać. Proszę o wyjaśnienie kelnera, który spogląda na zegarek i wpada w panikę. - Pan Borg powinien tam być. Dotychczas nigdy mu się to nie przydarzyło. Wciąż odnoszę wrażenie, że ktoś robi sobie ze mnie żarty, ale to dzieje się naprawdę. Kelner, ludzie w hotelu - wszyscy panikują. Wygląda na to, ze wkrótce trzeba będzie poprosić Wallandera, aby wyjaśnił, co stało się ze strażnikiem wieży w Ystad.


Zastygły w kamieniu piaskowy wulkan. Ta niezwykła  formacja znana jest również pod nazwą „kąpiel księdza”. Zdjęcie: Frits Meyst / WideOyster.com

Kąpiel księdza

Dzień 2. Idziemy przez Vik, małą wioskę rybacką położoną na północ od Ystad, w której pachnie glonami i kwiatami jabłoni. Kiedyś  tutejsi rybacy wypłynęli na szlaki handlowe daleko poza Europę. Pochodzący stąd bursztyn znaleziono aż w Egipcie. W tej chwili niewiele się dzieje. Nie ma pośpiechu - to Szwecja. Mężczyzna w kapeluszu zdejmuje ze swojego samochodu czerwony kajak. Wyjątkowo dziś spokojny Bałtyk cierpliwie czeka. Kobieta spaceruje z psem. Idą w wolnym tempie, aż dogania ich grupa młodych ludzi, a hałas, który robią, wypełnia przestrzeń. Pies jest wystraszony. Chwilę później, kiedy dochodzę do końca drogi i wchodzę na plażę, spotykam ich raz jeszcze. Okazuje się, że są studentami geologii z Göteborga. Uświadamiają mi, że widzę szczególne miejsce, jedyne takie na świecie. To piaskowy wulkan, nazywany  również  „kąpielą księdza”, gdyż według legendy wykąpał się w nim pewien duchowny. Kamienną  formację wystająca nieco ponad taflę morza,  tworzą kamienne kręgi, przypominające pączek róży.  Jest to tak zwany wulkan piaskowy, który powstał  w momencie wybicia źródła artezyjskiego do morskiego dna około 500 milionów lat temu. Zanim piasek całkowicie stwardniał do swej kamiennej postaci, stożek wulkaniczny sam się zapadł. Zastygły w kamieniu piaskowy wulkan swym niezwykłym kształtem przypomina mi kwiaty  układane  z pokrojowych w plasterki pomidorów, które ozdabiają  chiński bufet.  Róża z kamienia.

Ales Stenar, czyli szwedzki Stonehenge. Zdjęcie: Frits Meyst / WideOyster.com

Ukryte klejnoty

Podczas naszej wycieczki samochodem przez Skanię napotykamy więcej takich ukrytych skarbów i miejsc, które wiedzą, jak kryć się przed tłumem. Drogi do piaskowego wulkanu  nie wskazują żadne znaki. Podobnie jest w przypadku plaży Knäbäckshusen. Wydaje mi się, że jesteśmy w Tajlandii. Nikogo nie widać. Podobnie trudno znaleźć  znajdującą  się w pobliżu Åhus chatę należącą do braci Matsa i Maksa, którzy zajmują się połowem węgorzy i opowiadają fascynujące historie. To prawdziwy klejnot.  

Ales Stenar, czyli szwedzki Stonehenge, nie może być jednak nazywany ukrytym klejnotem, bo jest zbyt duży. Aby odwiedzić to miejsce, warto wyruszyć w drogę wcześnie. Ustaw budzik na 7.00, wsiądź w Ystad do samochodu i jedź przez 30 minut, a będziesz sam w jednym z najbardziej tajemniczych miejsc w Szwecji.

Zjedz coś w Jord&Bord - małej restauracji prowadzonej przez Giovannę Torres i Jona Lindberga, dwójkę osób,  głęboko zakochanych w dobrej kuchni. Zdjęcie: Frits Meyst / WideOyster.com

Czas na fikę

Po przejechaniu połowy naszej trasy zatrzymujemy się w Allé, w starym gospodarstwie rolnym, gdzie można zjeść obiad. Jego właścicielka - Eva Thuressonn - już na nas czeka. Na stole pojawia się aquavit, bo Eva podaje sałatkę ze śledzia i jajek, a śledź bez wódki jest jak wiking bez brody. Wcześniej podała danie zwane gubbröra, co w dosłownym tłumaczeniu znaczy „bałagan starego człowieka”. Może wydawać się, że do jego zjedzenia potrzebować będziemy kieliszka aquavity, ale zapewniam, że smakuje doskonale. Daniem głównym jest łosoś, a deserem fika. W Szwecji fika oficjalnie zaczyna się o 15:00, ale można ją zacząć o dowolnej godzinie. Fika to czas, który można spędzić samotnie, z przyjaciółką  albo kolegami z pracy. To chwila, w której nie trzeba niczego robić. Przypomina popołudniową herbatkę, z tym że zazwyczaj pije się wtedy kawę. Nasza pierwsza fika była w Ystad, w prowadzonej przez André Svenssona restauracji Grändens Mat. Do kawy  zjedliśmy ciasto marchewkowe przybrane owocami. Muszę coś wyznać: jedzenie w Skanii jest palce lizać. Znaczna część produkowana jest lokalnie i można odnieść wrażenie, że spada z drzew bezpośrednio na twój talerz: jabłka, jeżyny, morwy. Kilka porad dla konesera. Zjedz coś w Jord&Bord - małej restauracji prowadzonej przez dwójkę osób,  głęboko zakochanych w dobrej kuchni. W Bränneriets Gård oddaj się narodowemu hobby i sam zerwij sobie owoce. Ugotuj coś na dworze przy ognisku w Nyrups Naturhotell, gdzie możesz spędzić noc w jurcie.  Wszędzie możesz przysiąść się do stołu, z rolnikami , zielarzami , piwowarami . Wszędzie podadzą ci niesamowicie zróżnicowane ekologiczne przysmaki przygotowane zgodnie z zasadą zrównoważonego rozwoju. Ostatnia porada: nie jedź na wycieczkę samochodem przez Skanię z dziećmi, które marudzą i chcą jeść tylko fast food. Tu prawie wszystko jest ekologiczne. Alternatywą jest zabranie dzieci do lokalu Holy Smoke, który jest rajem dla zdeklarowanych mięsożerców uwielbiających dania z grilla. Na deser: dymiące lody waniliowe.

Wycieczka kajakiem przez Immeln – trzecie co do wielkości jezioro w Skanii. Zdjęcie: Frits Meyst / WideOyster.com

Leć przez godzinę, jedź przez godzinę, płyń kajakiem przez godzinę 

Jedzenie mięsa znajduje się teraz w  ogniu krytyki. Wszyscy o tym wiemy. Przede wszystkim tutaj, w kraju Grety Thunberg. Wstyd związany z lataniem jest odczuwalny wszędzie, a szczególnie w Szwecji. Coraz częściej Szwedzi jadą na wakacje w kraju pociągiem. Przepraszam za powyższy nagłówek, ale myśmy podróżowali właśnie w taki sposób.

Gdzie jesteśmy? Razem z zespołem z National Geographic siedzimy wokół ogniska z Jonem Marinem, właścicielem firmy Outcraft, która wypożycza kajaki. Wyspa, przy której zacumowaliśmy, leży po środku Immeln - trzeciego pod względem wielkości jeziora w Skanii, na którym jest 200 wysepek. Leć przez godzinę, jedź samochodem przez godzinę, płyń kajakiem przez godzinę - i jesteś na miejscu.

Pyttipanna przygotowana na ognisku  smakuje najlepiej. Zdjęcie: Frits Meyst / WideOyster.com

Jon Marin to człowiek, który nie zna granic: jest kochającym przyrodę ojcem i mężem, biznesmenem specjalizującym się w wyprawach typu adventure, lokalnym politykiem i byłym żołnierzem. Nasz homo universalis przygotowuje ognisko. Nie ma wiatru. Po kręgach na powierzchni jeziora, które powstały po moim skoku do wody, nie ma już śladu. Zaczynają pojawiać się pierwsze gwiazdy. Iskry z ogniska tańczą wokół twarzy Jona. Zajadamy  pyttipanna, potrawę  którą  moja mama nazwałaby przeciętną zapiekanką. Jednocześnie mama nie obraziłaby się, gdybym powiedziała jej, że zapiekanka ta jest daniem z zupełnie innej półki. Jej przyrządzenie wymagało dwóch godzin powolnego i uważnego gotowania. Proces obejmował mieszanie, rozmowy o tym, co sprawia, że życie ma sens, i długotrwałe wpatrywanie się w ogień. Jon wynajmuje kajaki, ale sprzedaje ciszę. Patrząc na nasze małe ognisko, mówi: - Przemawia do was w zrozumiały sposób. Chciałabym zadać Jonowi tysiące pytań, ale po trzecim - Czy widziałeś tu kiedyś łosia? - postanawiam się nie odzywać. Patrzę w ogień i myślę o tym, że musimy wsiąść do kajaków i przepłynąć w ciemności to granatowe jezioro.
Jeszcze nigdy tak dobrze nie pływało mi się kajakiem.

Mölle, urokliwy nadmorski kurort na półwyspie Kullaberg. Zdjęcie: Frits Meyst / WideOyster.com

Szwecja dla koneserów

Na koniec naszej wycieczki odwiedzamy Kullaberg - surowy półwysep w północno-zachodniej Skanii, gdzie znajdują się  23 jaskinie i niesamowite klify, z których można spuszczać się po linie. Tutaj możesz zobaczyć morświna, latarnię morską a po drugiej stronie cieśniny nawet Danię. Pięć kilometrów dalej leży wioska Mölle. Ma w sobie coś szczególnego. Ten nadmorski kurort ma niesamowitą i pełną skandali historię. Dziś trudno nam to sobie wyobrazić, ale w 1910 roku ludzie byli zszokowani: kobiety i mężczyźni kąpali się razem w morzu. Co za skandal! Czarno-białe zdjęcia zrobione wtedy przez Petera Lundha zyskały światową sławę. Widać na nich damy w staromodnych strojach kąpielowych i dżentelmenów z dużymi wąsami, a w tle ogromne fale. Materiał opina ich osie talie, co prezentuje się zdecydowanie bardziej ekscytująco od współczesnych pianek do surfingu. Kolejnym interesującym faktem jest to, że z Mölle do Berlina jeździł kiedyś pociąg. W tamtych czasach kurort był zatłoczony, ale  dziś jest bardzo spokojny. Latem kąpało się tu w morzu ponad dwa tysiące osób dziennie. Mężczyzn i kobiet! Jeśli były tak piękne jak Lisa Wohlfahrt, oczywiście rozumiem towarzyszącą temu ekscytację. 

Potrawy w Mölle Krukmakeri są przyrządzane wyłącznie z naturalnych i zdrowych produktów. Zdjęcie: Frits Meyst / WideOyster.com

Lisa jest właścicielką Mölle Krukmakeri i ma najpiękniejsze oczy w Skanii. Kiedy wchodzimy do jej pracowni garncarskiej, zastajemy ją przy pracy. Uśmiechnięta, wyciąga w naszym kierunku rękę, a konkretnie łokieć. Po tym jak nas trzykrotnie przeprasza („na moich dłoniach wciąż było trochę gliny”) w końcu siadamy z nią przy stole. Miejsce wygląda jak modny bar na plaży, lecz jest usytuowany w środku wsi. W kuchni przygotowywana jest neapolitańska pizza. Mąż Lisy, który jest weterynarzem, nalewa wino. Wznosimy toast za Skanię - za Szwecję dla koneserów.

www.visitskane.com